Katya zauważyła nieznane buty w przedpokoju, zanim zdążyła zdjąć płaszcz.
Było ich wiele: męskie buty, damskie kozaki, dziecięce adidasy na rzepy.
Na wieszaku wisiały kurtki, które do niej nie należały, szalik, którego nigdy nie widziała, i torba z zakupami.
Z głębi mieszkania dochodził zapach świeżo parzonej kawy, mieszający się z głośnymi głosami i wybuchami śmiechu.
Katya zatrzymała się w progu i po prostu stanęła nieruchomo.
W jednej ręce trzymała torbę ze szpitala. W drugiej fotelik, w którym spał malutki Mikhajł, mający zaledwie trzy dni i cztery godziny życia. Blizna po cesarskim cięciu ciągnęła bolesnie przy każdym kroku.
Przez ostatnie dwa dni spała może cztery godziny, w krótkich momentach między karmieniami a wizytami pielęgniarek.
Przed opuszczeniem szpitala poprosiła męża tylko o jedno.
Tylko o jedno.
Żadnych gości.
André właśnie zdejmował buty z wyraźnym poczuciem winy. Katya nauczyła się rozpoznawać ten wyraz twarzy w pięć lat małżeństwa.
To była twarz, którą robił, gdy zapominał płacić rachunki. Gdy obiecywał wrócić wcześniej, a przychodził późno. Gdy mówił: „Załatwię to”… i nic nie było załatwione.
Patrzył na nią dokładnie w ten sam sposób.
— Katya… — zaczął cicho.
Ale nie zdążył dokończyć, bo donośny głos jego matki dobiegł z salonu:
— André, to ty? Już wróciliście? Pokaż nam wreszcie malucha!
Katya zamknęła oczy na chwilę.
Serce zaczęło bić szybciej — nie z radości, lecz ze zmęczenia i napięcia. Nie była gotowa na to, co czekało ją po drugiej stronie korytarza.
Marzyła tylko o ciszy. O łóżku. O chwili, w której mogłaby usiąść, przytulić dziecko i wreszcie odetchnąć po ciężkich dniach w szpitalu.
Ludzie zaczęli wychodzić z salonu.
Najpierw jej teściowa — energiczna, z szerokim uśmiechem. Za nią szła siostra Andrégo, jego mąż i ich dwójka dzieci. Potem kuzynka, którą Katya widziała może dwa razy w życiu.
— Och, już jesteście! — wykrzyknęła teściowa, klaszcząc delikatnie. — Ależ radość! Chodźcie, pokażcie malucha!
Katya pozostała nieruchoma.
Czuła zmęczenie wymieszane z rozczarowaniem. To nie było wcale tak, jak wyobrażała sobie powrót do domu.
— Mamo, może… — zaczął André.
Ale było już za późno.
Wszyscy podeszli do niej.
— Ależ on malutki! — powiedziała z zachwytem siostra Andrégo.
— Jest przeuroczy! — dodała kuzynka.
Dzieci wspinały się na palce, żeby zajrzeć do fotelika.
Katya zrobiła krok w tył.
Ból w bliznie przeszył jej brzuch nagle.
— Proszę… — wyszeptała. — Nie tak blisko.
Ale nikt jej nie słyszał.
Teściowa już pochylała się nad dzieckiem.
— Pozwól babci zobaczyć wnuka…
W tym momencie Katya poczuła, że jeśli nic nie powie natychmiast, wybuchnie płaczem.
— André! — powiedziała głośniej.
Salon ucichł.
Wszyscy odwrócili się w jej stronę.
— Poprosiłam tylko o jedno — powiedziała powoli.
Jej głos był spokojny, ale drżał ze zmęczenia.
— Tylko o jedno.
André spuścił wzrok.
— Wiem… — wyszeptał.
— Mówiłam ci, że nie chcę gości. Że chcę wrócić do domu i odpocząć. Że potrzebuję spokoju.
Teściowa zmarszczyła brwi.
— Katya, to tylko rodzina…
— Dla was może to „tylko rodzina” — odpowiedziała wyczerpanym głosem Katya. — Ale ja właśnie wyszłam ze szpitala po operacji.
Nastała niezręczna cisza.

Kuzynka gładziła rękaw swetra. Dzieci przestały się przepychać.
— Chcieliśmy tylko zobaczyć dziecko — powiedziała cicho siostra Andrégo.
Katya spojrzała na małego Mikhajła.
Spał spokojnie, zupełnie nieświadomy całego zamieszania wokół niego.
— Chcę, żebyście je też zobaczyli — powiedziała łagodniej. — Ale nie dziś. Nie teraz.
Zapadła cisza.
W końcu André odezwał się:
— Mamo… może wrócicie jutro? Albo za kilka dni.
Matka wyglądała, jakby chciała protestować, ale się powstrzymała.
Spojrzała na blade, zmęczone oblicze Katyi.
Na fotelik.
Na pas pod ubraniem.
I po raz pierwszy naprawdę zrozumiała.
— Dobrze — powiedziała spokojniej. — Odejdziemy.
W salonie wszyscy zaczęli się poruszać. Brano płaszcze, dzieci zakładały buty, ktoś szeptał przeprosiny.
Kilka minut później mieszkanie znów było ciche.
Katya powoli weszła do salonu i ostrożnie usiadła na kanapie.
Wzięła głęboki oddech, czując, jak napięcie powoli opuszcza ciało.
André stał w futrynie drzwi, nie wiedząc, co powiedzieć.
— Przepraszam — w końcu powiedział.
Katya spojrzała na niego.
W jej oczach nie było gniewu. Tylko ogromne zmęczenie.
— Następnym razem… posłuchaj mnie — powiedziała łagodnie.
Potem spojrzała na syna.
Wyjęła go ostrożnie z fotelika i przytuliła do siebie.
Maluch poruszył się lekko, ale spał dalej.
Mieszkanie było ciche.
I po raz pierwszy od kilku dni Katya poczuła, że naprawdę wróciła do domu.
