Nikołaj Stiepanowicz, wpatrując się w Artioma, nie mógł ukryć swojego zaniepokojenia. Jego pytanie, choć wypowiedziane spokojnym tonem, niosło ze sobą dużą dawkę napięcia. Artiom, zaskoczony, przełknął kawałek pieroga, a na jego twarzy zagościł najmniejszy cień niepewności.
— Powinienem się spodziewać, że pan to zapyta — powiedział w końcu, starając się odczytać emocje ze spojrzeń Kaśki i Nikołaja. — Wiesz, w dzisiejszych czasach to nie łatwo znaleźć kogoś, z kim można dzielić życie.
— No tak, w dwudziestym pierwszym wieku, w świecie zamienionym w wyścig szczurów, trudniej o prawdziwe uczucia… — dodał Nikołaj, nie rezygnując z badania młodzieńczej twarzy.
— Zgadza się! — Artiom z jeszcze większym uśmiechem żyroskopowym na twarzy. — Kaśka jest inna. Jest… autentyczna! Nie jak te wszystkie dziewczyny, z którymi się spotykałem w mieście. Czasami mam wrażenie, że są bardziej zainteresowane moim kontem na Instagramie niż mną samym.
Kaśka spojrzała na swojego narzeczonego, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Widziała, że odpowiedzi Artioma miały na celu zjednanie sobie sympatii jej rodziców.
— Jest w niej coś wyjątkowego — kontynuował Artiom, starając się ubrać słowa w najpiękniejsze frazy, jakie znał. — U niej czuję, że mogę być sobą.
Walentina Pietrowna, mimo niepokoju, zaczęła się uśmiechać, widząc, że Artiom stara się zdobyć ich zaufanie. Ale Nikołaj Stiepanowicz nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
— Chłopcze, mówisz o miłości, ale ja pamiętam trudne czasy. I wiem, że miłość to nie wszystko. Jak zamierzasz utrzymać moją córkę?
Nagle w pomieszczeniu zapanowała cisza. Każdy z gości zamarł, a szum palącego się drewna i dźwięk padającego kompotu do szklanki stały się jedynymi dźwiękami.
Artiom, nieco skonsternowany, szeroko otworzył oczy. Teraz wyraźnie czuł na sobie ostrą uwagę gospodarza. — Cóż, jestem w dużej firmie… Mamy różne inwestycje, wyzwań jest wiele, ale staramy się zawsze być o krok przed konkurencją.
— A to jest moje zmartwienie — wtrącił Nikołaj, nie odrywając wzroku — co jeśli zabraknie ci tej wydajności? Co jeśli krach w branży IT sprawi, że Twoja firma przestanie istnieć? Jak wtedy poradzisz sobie z Kaśką?
To było jak cios w brzuch. Artiom jęknął w myślach, a Walentina Pietrowna zaczęła nerwowo przemieszczać się na krześle.
— Ależ panie Morozow, nie ma powodu do obaw… W dzisiejszych czasach mamy odpowiednie zabezpieczenia, plany awaryjne — mówił przekonywująco, choć w jego głosie słyszało się drżenie.
— I to się liczy! Jak wszystko, co daje poczucie bezpieczeństwa, w tym również finanse. Kaśka zasługuje na najlepsze! — podsumował Nikołaj, znów wbijając wzrok w Artioma.
Kaśka, czując się coraz bardziej niekomfortowo, wtrąciła się: — Tato, to nie jest wszystko… Miłość i szczęście można znaleźć nie tylko w pieniądzach. Tato, Artiom jest zaradny, jego wartości są inne, a jego uczucia wobec mnie są szczere.
Artiom kiwnął głową, jakby bronił nie tylko wyjaśnienia, ale również swojego honoru.

— Zgadza się! Taty ja również na pewno nie będę zmuszać do pracy 15 godzin dziennie. Chciałbym mieć z Kaśką nasze miejsce w tej wiosce, gdzie będziemy szczęśliwi.
Nikołaj uśmiechnął się lekko, ale w jego oczach wciąż tliło się powątpiewanie. No i przywołał obraz, jak to w ich skromnym domu wyglądają codzienne zmagania z życiem.
Na stole wciąż było jedzenie, jednak atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Artiom przyglądał się Kaśce, a ona dostrzegała jego niepewność i próbowała go uspokoić patrząc mu prosto w oczy. Zaczynało się rodzić zrozumienie, że miłość to nie tylko związek, ale również stawienie czoła lękom i obawom w obliczu bliskich.
— A jak zamierzacie żyć w tym pięknym miejscu? — kontynuował Nikołaj. — Czy chcecie wynajmować to od nas, czy lepiej myślicie o budowie własnego domu?
Artiom zawahał się, zanim odpowiedział. Jego przeszłość nagle stała się wizją, której nie potrafił zrealizować.
— Martwi mnie to pytanie. Pochodzę z dużego miasta, w którym wszyscy się spieszą. Na wsi nie czuje się tej… wolności. A mógłbym, byłbym nawet w stanie spróbować — jego głos znowu pozbawiony był pewności.
— Wolność, synu — Nikołaj mruknął — przychodzi z określonymi wyborami. A od wyborów trzeba wziąć odpowiedzialność. Sam, jak pamiętam, każdego dnia wybierałem swoją rodzinę i pracę.
Walentina Pietrowna, próbując rozładować atmosferę, zaczęła wykładać na stół kolejne potrawy. Smakowity zapach przyciągnął całą trójkę do rzeczywistości. Kaśka, zauważając, że każdy czuje się coraz mniej komfortowo, szybko zaproponowała.
— Może opowiem o moim nowym miejscu pracy? Praca w banku oferuje ciekawe perspektywy. Chciałabym, żebyście poznali ten świat.
— Ciekawe podejście, cieszę się, że to przynajmniej w którymś wypadku potrafi się odnajdywać radość — Nikołaj uśmiechnął się, rozjaśniając zwoje zmartwienia.
Siadli ponownie przy stole. Atmosfera zmieniła się. Ich rozmowy stały się bardziej swobodne.
I chociaż Artiom pozostał ze swoimi niepewnościami, rodzina Morozowów zaczynała rozumieć, że te różnice, które były tak wyraźne na pierwszy rzut oka, mogą ukrywać coś wartościowego.
A po zakończeniu obiadu, gdy Walentina zaczęła sprzątać stół, Kaśka zwróciła się do Artioma, przytulając go nieco dłużej.
— Będzie dobrze — wyszeptała. — Obiecaj, że nie poddasz się bez walki.
Artiom spojrzał jej w oczy, czując, że przybył na tę wieś nie tylko, aby spotkać ojca swojej narzeczonej, ale także aby zmierzyć się z własnymi lękami.
Na koniec, siedząc w przytulnym blasku domowego ogniska, Nikołaj Stiepanowicz pomyślał o swoim życiu, o trudzie pracy, strachu o przyszłość jego córki, a razem z nim przypomniały mu się marzenia, które porzucił jednocześnie pielęgnując pragnienie prostoty. I choć wiele nocy spędził na rozważaniach o ścieżkach, które prowadziły do tego dnia, teraz spojrzał na Artioma, pełen nadziei, że może w tym młodym mężczyźnie jest coś, co pomogło by przetrwać w przyszłości.
— A może po prostu na końcu drogi, niezależnie od tego czy w dużym mieście, czy małej wsi, odnajdzie nasze miejsce… — pomyślał, czując w sercu nagle silną wolę szczególnej dbałości o wartości, które mogą utrzymać ich razem.
