Teściowa włożyła do mojej szafy półtora miliona, zamierzając oskarżyć mnie o kradzież na oczach gości, ale ja odkryłem kopertę znacznie wcześniej.

Zawsze wiedziałam, że Nina Pawłowna mnie nie znosi. Dla niej byłam tylko intruzem, kobietą, która „zabrała” jej syna spod skrzydeł i zburzyła porządek, jaki budowała latami. Fakt, że Maksym ożenił się ze mną wbrew jej woli, traktowała jak osobistą zniewagę.

Mieszkaliśmy w jej domu — dużym, dwupiętrowym, z gipsowymi zdobieniami na suficie i ciężkimi, starymi dywanami, które pachniały naftaliną i minioną epoką. Ten dom był jej twierdzą, a ja w nim — stałym wrogiem.

Maksym tego nie zauważał. A może po prostu nie chciał zauważać, zrzucając wszystko na „trudny charakter mamy”. Często wyjeżdżał w delegacje, zostawiając nas same pod jednym dachem. Wtedy dom zmieniał się w pole minowe — każdy krok mógł wywołać wybuch.

Wszystko zaczęło się w piątek rano.

Nina Pawłowna, ubrana nienagannie w elegancki kostium w kolorze „mokrego asfaltu”, oznajmiła, że wieczorem przyjdą goście.

— Bardzo ważni ludzie, Weroniko — powiedziała, z wyraźną pogardą akcentując moje imię, które zawsze wypowiadała w pełnej formie, w przeciwieństwie do wszystkich innych, którzy mówili do mnie Nika.

— Koledzy Maksyma z biznesu. Od tego, jak przebiegnie ten wieczór, zależy jego przyszłość. Proszę, zachowuj się cicho i nie kompromituj rodziny.

— Co mam przygotować? — zapytałam spokojnie, choć w środku wszystko we mnie wrzało.

— Nic. Zamówiłam catering. Tobie mogę powierzyć tylko nakrycie stołu. I dopilnuj, żeby w salonie był porządek.

W jej oczach dostrzegłam dziwny błysk. Zwykle patrzyła na mnie chłodno i obojętnie, ale tego dnia było w tym coś jeszcze — oczekiwanie. Pomyślałam, że to może tylko moja wyobraźnia, ale intuicja rzadko mnie zawodziła.

W całym zamieszaniu dnia zapomniałam o tym uczuciu. Polerowałam srebra, ustawiałam kryształy, myłam podłogi na parterze. O czwartej weszłam na górę, żeby wziąć prysznic i się przebrać.

Nasza sypialnia z Maksyma znajdowała się na końcu korytarza. Otworzyłam drzwi do wbudowanej szafy, żeby wyjąć świeżą bluzkę — i zamarłam.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry